„Amando, muszę ci coś powiedzieć”.
Spojrzała na zegarek.
„Możesz to zrobić szybko?”
„Nie będzie mnie tu na święta”.
Wpatrywała się we mnie.
„Co masz na myśli?”
„Wyjeżdżam jutro z Paulą. Wrócę po Nowym Roku”.
Jej twarz się ściągnęła.
„Ale wszystko już zostało zaplanowane”.
„Zaplanowałeś to. Nigdy się nie zgodziłam”.
Potem powiedziałam jej, że podsłuchałam rozmowę telefoniczną.
Wyraz twarzy Amandy zmienił się z zakłopotania w gniew.
„Podsłuchiwałaś moją prywatną rozmowę?”
„Rozmawiałaś o moim życiu w salonie, jakbym nie była człowiekiem”.
„To tylko kilka dni”, powiedziała. „Dzieci cię kochają”.
„Nie o to chodzi”.
Spojrzałam jej prosto w oczy.
„Problem w tym, że uznałaś, że mój czas należy do ciebie”.
I po raz pierwszy w życiu moja córka zrozumiała, że mogę odmówić.
CZĘŚĆ 2 — BOŻE NARODZENIE BEZ POZWOLENIA
Amanda próbowała zignorować moje obawy.
„Wyolbrzymiasz to bardziej, niż jest w rzeczywistości”, powiedziała. „Dzieci i tak wolałyby zostać z tobą”.
„To nie lada wyczyn, że korzystasz ze mnie jako darmowej opieki nad dziećmi, nawet o to nie pytając”.
„Zawsze uwzględniamy cię w planach rodzinnych”.
„Uwzględniasz mnie tylko wtedy, gdy czegoś potrzebujesz”.
Otworzyła usta, ale kontynuowałem.
„Kiedy ostatnio byłaś u mnie, bo chciałaś spędzić ze mną czas? Kiedy ostatnio pytałaś, jak się czuję? Kiedy ktokolwiek z was pamiętał o moich urodzinach, nie będąc o tym informowanym?”
Nie miała odpowiedzi.
Zamiast tego zadała pytanie, które ujawniło, co jest dla niej najważniejsze.
„Co mamy zrobić z ósemką dzieci?”
„To twoje dzieci i dzieci Roberta” – odpowiedziałem. „To ty musisz to rozwiązać”.
Amanda wyciągnęła telefon.
„Dzwonię do Roberta. On ci przemówi do rozsądku”.
„Moja decyzja się nie zmieni”.
Następnego ranka Paula przyjechała o ósmej.
Jej samochód był załadowany leżakami, przekąskami i wszystkim, czego potrzebowaliśmy na podróż.
Włożyłam walizkę do bagażnika i patrzyłam w bocznym lusterku, jak mój dom znika.
Mój telefon dzwonił wielokrotnie przez pierwszą godzinę.
Po dziesiątym połączeniu wyłączyłam go.
Paula spojrzała na mnie.
„Wszystko w porządku?”
„Będzie dobrze”.
Tego popołudnia dotarliśmy do nadmorskiego miasteczka.
Było małe i piękne, z pastelowymi domami, brukowanymi uliczkami i zapachem soli unoszącym się w powietrzu.
Wynajęty domek miał dwie sypialnie i szerokie okna z widokiem na ocean.
Kiedy weszłam do pokoju i zobaczyłam wodę ciągnącą się aż po horyzont, coś we mnie zaczęło się rozluźniać.
Na chwilę włączyłam telefon.
Miałam pięćdziesiąt trzy nieodebrane połączenia i dwadzieścia siedem wiadomości.
Amanda napisała:
Dzieci są zdenerwowane, bo babcia zniknęła. Czy tego chciałaś?
Robert napisał:
Zadzwoniłem do sklepu spożywczego. Odwołałeś wszystko. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że możesz być tak samolubny.