Nie wiem, czy Michał zostanie. Nie wiem, czy za rok nie powie, że jedzie do Szkocji za synem. Nie wiem, czy Olek będzie chciał tu być, kiedy podrośnie. Nie wiem nic. Ale nauczyłam się jednej rzeczy w tych dziesięciu latach – że czekanie na pewność to najgłupszy sposób na zmarnowanie czasu.
Olek wczoraj przyniósł mi rysunek ze zerówki. Dom, drzewo, trzy postacie. Pod najniższą napisał drukowanymi literami: BABCIA. Powiesiłam na lodówce, obok zdjęcia Władka. I pomyślałam, że może to jest ten dom, który Michał szukał przez dziesięć lat. Może właśnie tu dojechał.