To zawsze były jedyne wskazówki, jakie Elena miała na temat swojego pochodzenia.
Na sali balowej Julian stał się zupełnie innym człowiekiem.
Uśmiechnął się ciepło.
Uścisnęliśmy sobie dłonie.
Śmiałem się z wpływowymi dyrektorami i bogatymi inwestorami.
Elena spełniła jego polecenie i pozostała przy stole z deserami, udając, że nie zauważa, iż jej mąż unika z nią kontaktu wzrokowego.
Nagle cały pokój ucichł.
Przybył właściciel Whitmore Corporation.
Richard Kensington.
Siedemdziesięciodwuletni miliarder i potentat telekomunikacyjny, którego poparcie może zapoczątkować karierę — lub ją zakończyć.
Richard wszedł do środka obok swojej starszej siostry, Eleanor Kensington, a ochrona podążała kilka kroków za nimi.
Julian praktycznie przebiegł przez pokój.
„Panie Kensington” – powiedział bez tchu. „Co za niewiarygodny zaszczyt”.
Richard uścisnął mu dłoń bez większego entuzjazmu.
„Powiedziano mi, że dziś wieczorem przyprowadziłeś żonę.”
Julian zesztywniał.
„Tak, proszę pana. Ona jest… gdzieś w pobliżu. Jest nieśmiała. Nieprzyzwyczajona do tego świata.”
Ociągając się, gestem dał Elenie znak, żeby podeszła.
Podeszła z wyprostowanymi ramionami, mimo że czuła w sobie upokorzenie.
„Elena, to jest pan Kensington” – powiedział szybko Julian. „Elena… pomaga w organizacji wydarzenia”.
Elena uprzejmie wyciągnęła rękę.
Richard nie wziął tego.
Jego wzrok utkwiony był w naszyjniku na jej szyi.
Kolor zniknął z jego twarzy.
Obok niego Eleanor sapnęła i zakryła usta.
Julian zaśmiał się nerwowo.
„Och, ignoruj to stare świństwo” – powiedział, chwytając Elenę za ramię. „Ciągle jej powtarzam, żeby nie zakładała tandety z pchlego targu na oficjalne imprezy. Eleno, stań w kącie. Zawstydzasz mnie”.
Nagle głos Richarda rozległ się po sali balowej.
„Zabierz od niej ręce. Natychmiast.”
Natychmiast zapadła cisza.
Julian uwolnił Elenę.
„Panie, ja…”
Richard go zignorował.
Powoli zrobił krok w stronę Eleny, a w jego oczach pojawiły się łzy.
„Ten naszyjnik…” wyszeptał. „Skąd go masz?”
Elena przełknęła ślinę.
„Należał do kobiety, która mnie wychowała. Znalazła mnie po pożarze samochodu trzydzieści lat temu w pobliżu Fort Worth. Miałem gorączkę, bliznę po oparzeniu i ten naszyjnik”.
Eleanor wydała z siebie łamiący się dźwięk.
Drżącymi rękami wyciągnęła spod bluzki złoty łańcuszek.
Zawieszona była na nim druga połowa tego samego srebrnego słońca.
Te dwa elementy idealnie do siebie pasowały.
W sali balowej rozległy się westchnienia.
Julian znów się nerwowo zaśmiał.
„Panie, z całym szacunkiem, podobne naszyjniki można kupić wszędzie…”
„Zamknij się” – warknęła Eleanor.
Ostrożnie obróciła naszyjnik Eleny.
„Na odwrocie jest napis.”
Richard badał go drżącymi rękami.
Grawerunek z czasem wyblakł, lecz słowa nadal były widoczne.
EK — Moje światło zawsze powraca.
Richard zamknął oczy.