To zdjęcie z 1895 roku przedstawiające dziewczynkę trzymającą siostrę za rękę wydawało się normalne

twarzy. Prawą rękę młodszej dziewczynki trzymała lewa ręka starszej. Ich palce były ściśle splecione. Za nimi widniały pnące róże na kratownicy. Łagodne popołudniowe światło sugerowało, że zdjęcie zostało zrobione na zewnątrz, co było nietypowe w epoce, gdy większość portretów wykonywano w pracowniach z kontrolowanym oświetleniem. U dołu fotografii, wyblakłym brązowym atramentem, widniał napis: „Liy i Rose Davies, czerwiec 1895”. Dołączona notatka, napisana na współczesnym papierze drżącym, starczym pismem, brzmiała tylko: „Siostry Davy’ego, 1895. Niech wreszcie odpoczną. Nie mogę tego dłużej trzymać. Ktoś powinien poznać prawdę”. Dr Helen Foster, lat 52, była kuratorką archiwów fotograficznych w Boston Historical Society przez 18 lat. Widziała tysiące wiktoriańskich fotografii. Ta na pierwszy rzut oka wydawała się zwyczajna, ot, kolejny formalny portret dzieci z bogatej rodziny, taki, który wypełniał niezliczone archiwa w całym kraju. Ale coś nie dawało Helen spokoju. Nie potrafiła dokładnie określić, co to było. Przyjrzała się zdjęciu dokładniej przez lupę. Starsza dziewczyna, Lily, według inskrypcji, miała oczy wpatrzone bezpośrednio w aparat. Jej wyraz twarzy był trudny do odczytania, nie do końca smutny, nie do końca zły, coś bliższego rezygnacji lub może determinacji. Młodsza dziewczyna, Rose, miała głowę lekko przechyloną w stronę siostry. Jej oczy również były wpatrzone w aparat, ale wydawały się nieostre, zamglone. Jej usta były lekko otwarte, a wtedy Helen zauważyła dłoń. Dłoń Rose, ta, która trzymała dłoń Lily, miała dziwny charakter. Palce były zgięte w sposób, który nie wydawał się naturalny. Odcień skóry wydawał się nieco inny od reszty widocznej skóry. Być może ciemniejszy lub odbarwiony w sposób, którego sepia nie do końca ukrywała. Helen wyciągnęła narzędzia pomiarowe i przyjrzała się wymiarom fotografii i stylowi montażu. Wszystko było zgodne z technikami fotograficznymi z 1895 roku. Zdjęcie nie było współczesnym falsyfikatem, ale było w nim coś nie tak, czego nie potrafiła nazwać. Postanowiła zeskanować fotografię cyfrowo w najwyższej możliwej rozdzielczości. Towarzystwo niedawno nabyło nowy skaner zdolny do rejestrowania szczegółów w rozdzielczości 12 800 dpi, co pozwalało na uchwycenie rzeczy niewidocznych gołym okiem, których wiktoriańscy fotografowie i widzowie nigdy by nie dostrzegli. Skanowanie zaplanowano na 18 marca, 3 dni później. Helen umieściła fotografię w archiwalnym pudełku i