Czekałem, aż się wścieknie.
Zamiast tego zapytał: „Czy było mu naprawdę zimno?”
“Tak.”
Beckett na chwilę spojrzał w dół.
„Tata by mu to dał.”
“Myślę, że tak.”
„Ale lubiłam ją nosić.”
“Ja wiem.”
„Czy on zamierza to zwrócić?”
“Nie wiem.”
Beckett skinął głową, choć na jego twarzy malowało się rozczarowanie.
Piper nic nie powiedziała, kiedy usłyszała. Podeszła do wieszaka na ubrania, dotknęła pustego haka, a potem objęła mnie obiema rękami w talii.
Tej nocy, kiedy dzieci poszły spać, zastanawiałem się, czy postąpiłem słusznie.
Wiedziałem, że ktoś potrzebował ciepła.
Wiedziałam też, że kurtka kiedyś należała do moich dzieci, choć wcześniej nie do końca to brałam pod uwagę.
Żal utrudniał codzienne wybory. Płaszcz przestał być po prostu płaszczem. Każdy przedmiot niósł ze sobą wspomnienie, a każde wspomnienie wydawało się, jakby mogło zniknąć, gdybym przestał je chronić.
Przez cały następny tydzień wypatrywałem Harlana za każdym razem, gdy przechodziłem przez wejście do sklepu spożywczego.
Nigdy go tam nie było.
Potem przyszedł e-mail.
W sprawie incydentu przed sklepem spożywczym.
Informacja pochodzi z biura zarządzania nieruchomościami.
Otworzyłem ją, przeczytałem kilka pierwszych linijek i natychmiast zamknąłem laptopa.
W wiadomości wspomniano o „nieautoryzowanej interakcji” w pobliżu wejścia do budynku. Donoszono, że pewna osoba została przesłuchana podczas kontroli i wspomniała o otrzymaniu rzeczy osobistych od mieszkańca.
Przeczytałem e-maila trzy razy.
Czy Harlan wywołał zamieszanie?
Czy ktoś złożył skargę?
Czy powiedział ludziom, w którym mieszkaniu mieszkam?
Codziennie myślałem o Becketcie i Piper przechodzących przez to wejście.
Po raz pierwszy moja decyzja nie wydała mi się miła. Wydała mi się lekkomyślna.
Zadzwoniłem pod numer podany na dole wiadomości e-mail.
Odebrała kobieta o imieniu Renee.
„Otrzymałem wiadomość o zdarzeniu przed sklepem spożywczym” – powiedziałem. „Myślę, że dotyczy mężczyzny o imieniu Harlan”.
„Tak, proszę pani. Musimy tylko potwierdzić, co się stało.”
„Czy on ma kłopoty?”
„Nie. Pracownik sklepu wezwał ekipę konsultacyjną, ponieważ wydawał się zdezorientowany i miał trudności z utrzymaniem się na nogach. Ochrona rozmawiała z nim podczas oczekiwania.”
Mój uścisk na telefonie nieco osłabł.
„Czy z nim wszystko w porządku?”
„Zabrano go do ośrodka wsparcia dla weteranów”.
Zamknąłem oczy.
„To dlaczego do mnie napisałeś?”
„Powiedział ochronie, że jeden z mieszkańców dał mu kurtkę, którą miał na sobie. Ponieważ wspomniał również, że mieszka pan nad sklepem, kierownictwo musiało upewnić się, że nie wszedł na teren osiedla.”
„Nie zrobił tego. Przyniosłem mu to.”
„W porządku. To wszystko, czego potrzebowaliśmy.”
Powinienem zakończyć rozmowę.
Zamiast tego zapytałem: „Czy powiedział coś jeszcze?”
Renee zrobiła pauzę.
„Wspomniał o twoim mężu.”