„Och, Aaron”.
Nagle znalazłam się myślami kilka miesięcy wcześniej.
Mary była jeszcze na tyle silna, że mogła na kilka godzin opuścić szpital.
Przez cały poprzedni tydzień narzekała na szpitalne ściany, jedzenie i na to, że wszyscy traktowali ją tak, jakby mogła się rozpaść przy najmniejszym dotyku.
Chciała zrobić coś normalnego.
Zabrałam ją więc na zakupy.
Do ukończenia szkoły pozostało jeszcze kilka miesięcy, ale Mary zmusiła mnie, żebym obiecała jej, że znajdziemy dla niej sukienkę.
„Żadnych ponurych kolorów”, powiedziała, gdy weszłyśmy do sklepu.
„Nawet jeszcze nie spojrzałaś”.
„Już wiem”.
Od razu ruszyła w stronę wieszaków.
Aaron poszedł z nami, udając znudzenie.
Mary przymierzyła trzy sukienki, zanim znalazła tę czerwoną.
Kiedy wyszła z przymierzalni, od razu się uśmiechnęła.
Nie był to zmęczony uśmiech, który pokazywała lekarzom i zmartwionym krewnym.
To był jej prawdziwy uśmiech.
Obróciła się przed lustrem.
„Ta”.
Aaron się roześmiał.
„Wyglądasz jak alarm przeciwpożarowy”.
Mary rzuciła w niego metką.
„Nie masz gustu”.
Kupiłyśmy sukienkę.
W drodze powrotnej do szpitala Mary poprosiła mnie, żebym zatrzymała się przy małym ogrodzie obok wejścia.
Wzdłuż chodnika rosły żółte stokrotki.
Pochyliła się i zerwała jedną.
Powiedziałam jej, że prawdopodobnie nie powinna tego robić.
Uśmiechnęła się szeroko.
„Aresztuj mnie”.
Później, leżąc w szpitalnym łóżku, wsunęła kwiat do książki.
Całkowicie o nim zapomniałam.
Aż do teraz.
Aaron trzymał ten sam kwiat w dłoni.
Zaczęły mi drżeć ręce.
„Skąd go masz?”
Spojrzał w dół.
„Mary mi go dała”.
Patrzyłam na niego.
„Co?”
Aaron ostrożnie rozwinął kolejny kawałek bibułki.
Pod nim znajdowała się mała kartka.
Na papierze widniało pismo mojej córki.
Rozpoznałam je natychmiast.
Głos Aarona zadrżał.
„Dała mi to trzy dni przed śmiercią”.
Spojrzałam na niego.
„Nigdy mi nie powiedziałeś”.
„Kazała mi obiecać, że nikomu nie powiem”.
Ludzie siedzący wokół nas zaczęli się odwracać.
Telefony, które wcześniej były skierowane na Aarona, wciąż były uniesione.
Ale nikt już się nie śmiał.
Dyrektorka nadal stała obok sceny i patrzyła w naszą stronę.
Aaron podał mi kartkę.
Ledwo mogłam ją rozłożyć.
Na górze Mary napisała moje imię.
Wzrok zamglił mi się, zanim zdążyłam przeczytać kolejną linijkę.
Aaron przykucnął obok mojego krzesła.
„Przeczytaj”.
Spróbowałam.
Litery rozmazywały mi się przed oczami.
W końcu Aaron położył dłoń na mojej i zaczął czytać cicho obok mnie.
Mary napisała, że wiedziała, iż prawdopodobnie nie doczeka ukończenia szkoły.
Nienawidziła tego przyznawać.
Nienawidziła myśli o tym, że Aaron przejdzie przez scenę bez niej.
Ale nie chciała, żeby jej nieobecność zamieniła jego ukończenie szkoły w kolejne smutne wspomnienie.