Madison wyraźnie się z tym nie zgadzał.
„Nie możesz po prostu odejść. Już wiesz, czy na to zasługuje”.
„Właśnie dlatego muszę się od tego odsunąć”.
Podeszła bliżej.
„Claire, proszę. On na to zapracował.”
„Podobnie jak pozostali kandydaci”.
Jej głos stał się cichszy.
„Możesz nam pomóc.”
I tak to się stało.
Dziesięć minut wcześniej byłem żałosny.
Teraz byłem przydatny.
Mama dotknęła mojego łokcia z delikatnością, której nie okazała, podając mi zimne resztki jedzenia.
„Kochanie, nikt nie chciał cię skrzywdzić. Śluby są stresujące”.
Patrzyłem na jej dłoń, aż ją cofnęła.
„Postawiłeś mnie obok kuchni z resztkami.”
„Zabrakło nam dań na talerzach”.
Kierownik działu cateringu przechodzący obok wnęki nagle się zatrzymał.
„Nie, proszę pani” – powiedziała, najwyraźniej zanim zdała sobie sprawę, że powiedziała to na głos. „Mamy dwanaście dodatkowych dań głównych”.
Cisza.
Twarz mamy stwardniała.
Kierownik szybko przeprosił i pospiesznie odszedł.
Ethan spojrzał na mamę i Madison.
„Mówiłeś mi, że Claire poprosiła o możliwość zjedzenia posiłku w cztery oczy.”
Oczy Madison rozszerzyły się.
„Ethan—”
„Mówiłeś, że nienawidzi tłumów. Mówiłeś, że kuchnia przygotowuje dla niej coś specjalnego.”
Madison odstawiła szampana.
I nagle zrozumiałem.
Te ochłapy nie były niefrasobliwą zniewagą.
Zaplanowali to, ukryli i przygotowali wcześniej wyjaśnienie.
„Dlaczego?” zapytał Ethan.
Madison zacisnęła usta.
„Bo każde wydarzenie rodzinne prędzej czy później zaczyna dotyczyć Claire”.
Pokręciłem głową.
„Rzadko do nich chodzę”.
„Dokładnie. Pojawiasz się raz w roku, zachowując spokój i sukces, i wszyscy zaczynają się zastanawiać, co robisz. Mama nas porównuje. Ciocia Rebecca pyta o ciebie. Tata kiedyś się tobą chwalił.”
„Tata był moim ojcem, Madison. Zmarł, kiedy miałem dwadzieścia dwa lata”.
„I jakimś cudem, mimo że martwy, uczynił cię swoim ulubieńcem.”
Gorycz w jej głosie była stara.
Starszy od Ethana.
Starsze niż ten ślub.
Przez sekundę dostrzegłam pod spodem niepewną siebie młodszą siostrę.
Potem powiedziała: „Zawsze myślałeś, że jesteś lepszy od nas”.
„Nie. W końcu dowiedziałem się, że nie muszę zostawać tam, gdzie mnie źle traktowano”.
Ruszyłem w stronę sali balowej.
Za mną Ethan zawołał moje imię.
Odwróciłem się.
Spojrzał na Madison, a potem z powrotem na mnie.
“Przepraszam.”
“Ja wiem.”
Madison szepnęła: „Ethan, nie”.
Ale on już na mnie nie patrzył.
Patrzył na swoją nową żonę tak, jakby dopiero co odkrył w niej coś, o czym nie miał pojęcia.
Nie zostałem na ciasto.
Przeszłam przez salę balową, wyprostowując ramiona, pogratulowałam ojcu Ethana stojącemu przy drzwiach tarasowych i powiedziałam mu, że muszę wcześnie wstać.
Przytulił mnie nieuważnie i powiedział, że cieszy się, że przyszedłem.