Przy kasie w Biedronce sąsiadka powiedziała, że mój mąż to złoto, nie chłop – co czwartek widzi go na Wyszyńskiego, jak spaceruje z wózkami. Pogratulowała mi wnuka. Nasza córka mieszka w Krakowie i nie ma dzieci.
Parówki, chleb tostowy, ser żółty – wszystko polecało na taśmę, a ja stałem jak wmurowana.
– Jaki wnuk, Basiu? – pytaniem, ale głos został taki, jakby minął gardło.
– Nie ten maluszek, z którym Zbyszek chodzi. Śliczny chłopczyk. musieli, że Agnieszka urodziła, a wy nie chwalicie się, bo teraz to modne, żeby cicho.
Uśmiechnęłam się. Wzięłam siateczkę. Na parkingu trzy minuty, bo nie można go znaleźć w zamku samochodu. Odbierz mój drżały oddział, muzyka może się o maskę i policzyć do dziesięciu.
Agnieszka mieszka w Krakowie. Ma trzy lata, następny programistę i kota perskiego. Dzieci nie wystąpiły – powiedziałem mi na Wielkanoc, kiedy zapytałem, i wykluczono, zrezygnowano z pytania.
Więc czyj wózek pchał mój mąż?
Zbyszek miał wolne czwartki od półtora roku, jeśli zmieniali grafik w warsztacie. Wychodził koło dziesiątej, wracał po drugim. Działka, mówił. Altana, ogrodzenie, trzeba pod regulacją jabłoń. W usunięciu podcinał jabłoń. W marcu podcinał jabłoń. Teraz lipiec – i jabłkooń dalsze kara podcinania.
Trzydzieści dwa lata razem. zastosowane, że znam tego człowieka lepiej niż własne zastosowanie w lustrze. Jaką herbatę pije rano, że boi się dentysty i że nie, chrapie na lewym boku, a na pierwszym śpi cicho. Po pogrzebach zaciska usta tak mocno, sieby się nie rozpłakać, bo uważa, że mężczyzna nie powinna.
A on w czwartki spacerował z wózkami po Wyszyńskiego.
Tego wieczoru doszło do mu jajecznicę i patrzyłam, jak je. Szukałem czegoś na tej twarzy – systemu gestu, zawahania, czegokolwiek.
– Jak tam działka? – pytam.
– Normalnie – powiedział i sięgnął z ketchupem.
Normalnie. Trzydzieści dwa lata i ketchup do jajecznicy. A ja nie zmrużyłam oka do drugiej nocy.
Przez tydzień chodziłam do pracy jak w transie. Stałam za ladą w scleppie obuwniczym na Lipowej, sprzedawałam sandały iklapki, myślałem. Scenariusze układały się w głowę jak serial.
Kochanka. Dziecko. Kochanka z dzieckiem. Może nie jego. Może jego. Może Basia z czwartego piętra pomyliła mężczyzn – ale nie, Basia zna Zbyszka od dwudziestu lat, razem stali w kolejce po przechowywania w piwnicy.
W następny czwartek był wcześniej. Zbyszek zjadł kanapki, włożył tę kurtkę co zawsze, buty ogrodowe – bo przecież idzie na działkę. Pocałował mnie czołowo. Wziął plecak.
Poczekałem na minutę, która wyszła za nim.
Nie poszedłeś na przystanek po działce. Skręcił w Głęboczkę, potem w Kunickiego, potem na podwórko za przychodnią. Zawsze miło jest miło spędzić czas, więc można zacząć.