Piotr otworzył usta.
Pani Halina odezwała się ostro:
— Nie kompromituj się bardziej. Idź.
Piotr pierwszy wyszedł na klatkę.
Teściowa została jeszcze przez moment.
— Dziękuję za te dwie noce.
— Nie ma za co.
— I za to, że pierwszego dnia nie otworzyłaś drzwi.
Lucyna spojrzała na nią ze zdziwieniem.
Pani Halina poprawiła pasek torebki.
— Gdybyś wtedy otworzyła, po prostu bym się wprowadziła. A potem siedziałabym miesiącami w twojej kuchni i obrażała się, że nikt się nie cieszy z mojej obecności.
Wyszła.
Drzwi się zamknęły.
Marek jeszcze przez chwilę stał w przedpokoju.
Potem sam przekręcił klucz.
— Dzisiaj zadzwonię po ślusarza i wymienię wkładkę — powiedział cicho.
Lucyna spojrzała na niego.
— Po co?
— Na wszelki wypadek. Może gdzieś istnieje stara kopia klucza.
— W porządku. Tylko tym razem bez wielkich rodzinnych oświadczeń.
Przytaknął.
— Dobrze.
Wieczorem, kiedy ślusarz skończył pracę, komplet nowych kluczy leżał na kuchennym stole.
Marek wziął jeden i wyciągnął rękę w stronę żony.
— Twój.
Lucyna popatrzyła na niego.
— W tym mieszkaniu moje są nie tylko klucze, Marku. Moje jest całe mieszkanie.
Powoli opuścił dłoń.
— Wiem.
— Wcześniej wiedziałeś to tylko na papierze. Teraz mam nadzieję, że naprawdę rozumiesz.
Usiadł naprzeciwko niej dokładnie tam, gdzie siedział podczas ich pierwszej rozmowy.
Tyle że nie było już na jego twarzy tamtej pewności siebie.
— Luśka, naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić.
— Nie chciałeś sprzeciwiać się matce. O tym, czy skrzywdzisz mnie, pomyślałeś później.
Marek skinął głową.
— Tak.
To jedno krótkie słowo zabrzmiało bardziej przekonująco niż wszystkie wcześniejsze tłumaczenia.
Lucyna schowała klucz do szuflady.
— Następnym razem, kiedy ktoś z twojej rodziny będzie chciał coś urządzić moim kosztem, rozmowa będzie dużo krótsza.
— Następnego razu nie będzie.
— Mam taką nadzieję.
Marek długo na nią patrzył.
— A gdyby mama nie powiedziała, że Piotr ją oszukał?
— Nie zostałaby tutaj nawet na dwie noce.
Marek westchnął i spuścił wzrok.
— Twardo.
— Nie. Jasno.
Minął tydzień.
Pani Halina zadzwoniła sama.
I nie do Marka.
Do Lucyny.
— Chciałam ci powiedzieć, że na razie mieszkam u Piotra. Opróżnił dla mnie pokój… to znaczy tę część mieszkania, którą może mi oddać, i poprzenosił swoje rzeczy. Chodzi obrażony, prawie się nie odzywa, ale przeżyje.
— To dobrze.
— Znalazłam też prawnika. Chcę sprawdzić, jak prawidłowo uregulować sprawę pieniędzy przekazanych Piotrowi. Żeby za jakiś czas nie okazało się, że podarowałam mu wszystko, a sama zostałam tylko z dwiema torbami.
— To rozsądne.
Teściowa zamilkła na moment.
— Lucyna, kiedyś uważałam cię za bardzo chłodną kobietę.
— A teraz?