— Lucyna, mama sprzedała swoje mieszkanie, żeby pomóc Piotrowi. Teraz przez jakiś czas zamieszka u nas — oznajmił Marek takim tonem,

Marek popatrzył na żonę w taki sposób, jakby dopiero teraz naprawdę usłyszał, co mówi.

— Ty mówisz serio?

— Całkowicie.

W tej samej chwili telefon w jego dłoni zawibrował.

Na ekranie pojawiło się: „Mama”.

Oboje spojrzeli na wyświetlacz.

Zanim Marek zdążył odebrać, Lucyna wyciągnęła rękę.

— Daj mi telefon.

— Po co?

— Bo rozmawiacie o moim mieszkaniu.

Wahał się przez kilka sekund, ale w końcu podał jej aparat.

— Dobry wieczór, pani Halino — powiedziała Lucyna spokojnie.

Po drugiej stronie od razu odezwał się ożywiony głos.

— Lucynko, witaj! Właśnie dzwonię do Marka. Myśmy tu z Piotrusiem wszystko mniej więcej ustalili. Większe meble na razie zawieziemy do garażu jego kolegi, a do was wezmę tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nie martw się, dużo miejsca nie zajmę. Potrzebuję tylko jakiegoś kącika, małej szafy i najlepiej okna od podwórka, bo od ulicy źle śpię przez samochody.

Lucyna spojrzała na męża.

Marek wyraźnie pobladł i powoli usiadł.

— Pani Halino, czy pani właśnie mówi o przeprowadzce do mojego mieszkania?

— Oj, tylko ty mi nie zaczynaj — głos teściowej natychmiast stał się chłodniejszy. — Przecież nie przeprowadzam się do was dla przyjemności. Sprzedałam mieszkanie, pomogłam synowi. To co, na stare lata mam teraz chodzić po obcych ludziach?

— Nie. Przed sprzedażą należało ustalić, gdzie będzie pani mieszkać po transakcji.

— Przecież ustaliliśmy.

— Beze mnie.

Zapadła cisza.

Po chwili pani Halina odezwała się wolniej:

— Lucyna, jesteś żoną mojego syna.

— Tak.

— To powinnaś rozumieć, że jego matka nie jest kimś obcym.

— Rozumiem to.

— Więc na czym polega problem?

— Na tym, że mieszkanie należy do mnie. Zamieszkać w nim można dopiero wtedy, gdy wyrażę zgodę.

W kuchni zrobiło się tak cicho, że z przedpokoju było słychać wyraźne tykanie wiszącego zegara.

— Marek jest obok? — zapytała sucho pani Halina.

— Jest.

— Daj mu telefon.

— Nie. Teraz rozmawiamy pani i ja.

— A więc tak to wygląda.

— Dokładnie.

Teściowa zaśmiała się krótko.

— Wiedziałam, że pokażesz charakter. Od razu mówiłam Piotrkowi, że z tobą nie jest łatwo.

— Skoro pani to wiedziała, tym bardziej dziwi mnie, że mimo wszystko postanowiła pani wprowadzić się do mnie bez zaproszenia.

Znów zapadła cisza. Słychać było jedynie ciężki oddech pani Haliny.

— Jutro i tak przyjadę — powiedziała w końcu. — Na miejscu wszystko sobie wyjaśnimy.

— Proszę nie przyjeżdżać z rzeczami.

— To dom mojego syna.

Lucyna spojrzała na Marka. Mąż napotkał jej wzrok, lecz natychmiast odwrócił oczy.

— Nie, pani Halino. To moje mieszkanie. Marek mieszka tutaj jako mój mąż, a nie jako współwłaściciel.

— Czyli wyrzucasz matkę własnego męża na ulicę?